http://www.namiotdawida.pl

Blog z Kansas Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu

Zaprszamy na nasz Blog prosto z Kansas.

10-11 listopada

 

 

Kasia
własnie minęła pólnoc ale w Kansas to dopiero 17, nie jest łatwo się przestawić. Wśrodę zasypiałam na stojąco. Powrót ze Stanów okazał się bardzo emocjonujący, tzn w samych Stanach w porządku, piloci trzeźwi i dowieźli nas do Londynu z 20 min opóźnieniem, co jak się okazało miało znaczenie. Samoloty z USA przylatują bowiem na terminal 3 a do W-wy wylatują z 5-tego, podróż między nimi zajmuje pól godziny, kolejka do autobusu kolejne dlugie minuty, no ale przecież mamy 2 godziny na przesiadkę. To co ujrzały nasze oczy po zaczekowaniu się na samolot zmroziło nas. Wygladało jakby wszyscy pasażerowie ze wszystkich samolotówjednocześnie chcieli sie przedostać na terminal. Okazało się, że to nie koniec, jeszcze muszą nas sprawdzić na bramkach (nie mają tak jak w USA systemu, który oddziela pasażerów tranzytowych i nie przechodzi się przy przesiadkach przez te uciążliwe bramki). Cała hala do sprawdzania ewentualnych terrorystów przypominała dworzec podczas wielkiego exodusu, to był niewyobrażalnie wielki tłum, a czas leci i nasz samolot za chwilę musi stanąć do kolejki do odlotu. Tak tak w Londynie jest korek na lotnisku. No cóż swoje wystaliśmy, przechodzimy przez bramki bez butów jak te sieroty, tłumaczymy się(tzn ja) dlaczego nie wszyskie płyny zapakowałam w woreczki foliowe, a czas płynie...Jak się pozbieraliśmy ze wszystkimi butami, paskami od spodni (po pobycie w USA wszystkim trochę spadały), torbami podręcznymi, biegliśmy z wywieszonymi językami pod tzw GATE, gdzie mila pani poinformowała nas, że samolot dłuzej na nas czekać nie mógł(10 minut) i odleciał bez nas.
 
 Dzieci były bliskie płaczu, my dopiero jak się okazało, że wszystkie loty do W-wy są full. Zaczęlam się modlić w duchu o jakieś Boże rozwiązanie, powołałam się na obietnicę, że mam się o nic nie martwić(łatwo powiedzieć jak masz perspektywę zostania w Londynie, a tego z Gosią nie planowałyśmy, bo może wzięłybyśmy przewonik) i po naprawdę długim oczekiwaniu i mojej prośbie by poszukała lot przez jakieś inne miasto, znalazła nam lot via Bruksela. Chwała PANU!
 
Jak się póżniej okazało tam mieliśmy tylko20 minut na przesiadkę i oczywiście kolejna kontrola. Fajnie się po tej naszej Unii podróżuje. Na szczęście, lotnisko duże, ale puste jak w Pcimiu, wię pognaliśmy po piętrach, długich korytarzach i w ostatniej chwili wpadliśmy do samolotu. My zdążyliśmy, ale jak się potem okazało nasze bagaże nie...dowieźli je w nocy do domu.
 
Myśleliśmy, że trochę dojdziemy do siebie po powrocie, pierwotnie mieliśmy być przed południem, byliśmy wieczorem, (Mariusz ledwo złapał ostatni pociąg do Białegostoku), wię następnego dnia przedstawialiśmy sobą nieco żałosny widok, oczy na zapalkach, ale co tam najważniejsze, że jesteśmy już z wami,szczęśliwi, pelni wiary,Bóg jest naprawdę dobry, nie zostawił nas, gdy wstępował do nieba i nie zostawi na pastwę urzędników " lotniskowych".
To chyba było by na tyle przygód dwóch blondynek, z czego jedna to brunetka, w podróży za ocean. Wielkie buziaki dla wszystkich!

 

 

PIOTR:

Powroty. Już wszyscy w domu, choć nie wszystkie bagaże juz dotarły (może grupa M-O cos opisze w szczegółach - jakis samolot im uciekł, oni lecieli innym, bagaze do Honolulu - coś w tym stylu).

Nam z Darkiem wszystko poszło bardzo dobrze tzn. wg planu bożego. Samolot w Charllotte stal na tyle dlugo na pasie startowym ok. 1,5 godz., że zrezygnowalismy ze spaceru po Manhattanie. Co prawda Darek w akcie desperacji zapytał naszego sąsiada z samolotu, gdzie by tu coś fajnego szybko w NY zobaczyć. Dostalizmy propozycję odwiedzenia klubu  z .... ponoć lepszego niz w samym Las Vegas. Zrezygnowalismy!

Darek dostał jeszcze w samolocie słowo, że na lotnisku ktoś chce z nami pogadać. I rzeczywiście głosiliśmy dwum osobom. Bóg jest cudowny, wierzymy z Darkiem, że obie osoby oddzadzą życie Jezusowi. Jesli możecie to wstawcie się za nimi : Sergiusz (Białorusin pracujący w NY) i Iwona (Polka, studentka z NY)

 Lot do Warszawy bez problemów. Poza jednym zdarzeniem! Widzieliśmy pilotów tuz przed ich wejściem do samolotu. Jak to Darek stwierdził : Niezła impreza musiała być. Całe szczęście, że automatyczny pilot na tej imprezie nie był. 

Kapitan (ten lepiej wyglądajacy) przedstawiając sie przez mikrofon , tuż przed startem zapomniał swojego nazwiska. Po czym poinformowal, że odlot spodziewany za 2 minuty. Na co Darek: Drugi pilot już odleciał!

Z Bożą pomoca dolecieliśmy, a na lotnisku w Warszawie piloci wygladali juz zupelnie nieźle.

No i cudowny czas spotkania z rodzinami. To są sytuacje na którę się czeka. 

 

9 listopada

Basia:

 

Postanowiłam dorzucić swoje dwa grosze do bloga;). Nie mam zamiaru się rozpisywać jak moja rodzicielka (tiaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa), ale zawsze coś.
Pobyt w IHOP to niesamowity czas. Każdego dnia jest nowe do wzięcia. We mnie osobiście z każdym dniem rozbudza się większe pragnienie poznawania Boga i jego słowa.
To co mnie uderza w obecnych nauczaniach to to, że tutaj ludzie żyją tym co mówią. Część z rzeczy tutaj głoszonych już słyszałam, ale odbieram je jakby na nowo. Wszystko co jest tu mówione widzę w środowisku IHOP, widzę prawdziwe życie stojące za słowami.
Większość czasu upływa nam na tzw. Prayingu i słuchaniu nauczań, ale jest też trochę wolnego czasu, a również czas na zakupy (IHOP zapewnia nam nawet transport do sklepu).
Na jednym z dzisiejszych setów uwielbieniowych śpiewała i grała na pianinie Misty Edwards, niesamowita jest.
Wczoraj część młodzieżowa naszej ekipy była na NIGHTWATCHINGU.
Generalnie bardzo fajny czas. Tylko na godzinę drugą w nocy, żeby nie zasnąć przydałaby się perkusja...
Blesju!
 

 

Małgosia:
Dziś była posługa prorocza...Niesamowite przeżycie.

Dzień jak zwykle czyli rano własna modlitwa w Prayer Roomie lunch  (nie wiadomo czy to śniadanie czy obiad) coś pomiędzy .Charakter posiłków też pomiędzy –inne jedzenie niz w Polsce ale jemy i nie marudzimy. Potem szybka kawa próba połączenia z Polską(sieć faluje) i idziemy.W kolejce dostajemy naklejkę ze swoim imieniem i siadamy w rzędach z tyłu dużo osób przed nami. Na scenę wchodzi dziewczyna i...zaczyna śpiewać .

Misty Edwards –to taki prezent bo do tej pory nie udało mi sie na nią trafić.No a jak tu być w Rzymie i papieża nie zobaczyć..Coś jest w głosie tej dziewczyny co wyróżnia ją spośród wielu pięknych głosów nie tylko piękna barwa, twarz zasłonięta czapka nasunietą na oczy. Uczta wokalna i duchowa..Czekamy. Po dwu godzinach – cały czas Misty gra solo na pianinie proszą nas po trzy osoby.


Kasia idzie z inną grupa- ja wchodzę do pokoju gdzie siedzi już kilka osób. Mówimy swoje imiona  naklejki wędrują na dyktafony modlitwa.Pierwsze słowa i wrażenia. Pierwsza dziewczynka  wieku najwyżej Basi mówi że coprawda  jestem już starsza(rumieniąc się strasznie) ale Bóg chce żebym przyszła do niego jak mała dziewczynka do Ojca na kolana..itd następne słowa wszystko nagrywane .Starszy meżczyzna zadaje pytanie odpowiedź brzmi yes( w miare wszystko rozumiem) i dotyka czegoś swoimi słowami co wydawało sie już dawno ukryte obmodlone ale jednak..łzy ,ryczę. Obietnica naprawienia czegoś co działo się wiele lat temu. Bóg w tym roku po raz drugi  sięga daleko do tyłu do dzieciństwa..I zwrócę serca Ojców ku synom a synów ku ich ojcom. ..(Mal. ) Dalej słowa o rodzaju  namaszczenia i zadaniach do których Bóg mnie wyznacza...Ryczę  i na takie dictum wszyscy kładą na mnie ręce..Chwile modlitwy wolność ,radość ,dziesiąte dno.A w tle ciągle Misty...Z kasetą w ręku wracam na salę.Długo jeszcze  nie mam ochoty nigdzie iść ..Mija czas Bóg jest dobry.
A jeszcze jedna historia z prorokowaniem. Dwa dni temu na modlitwie mam wrazenie że Bóg mówi że jestem odbudowniczym i przygotowaczem murów jak Nehemiasz , na których następne pokolenie postawi straż. Nie bardzo rozumiem ale coś mi sie ten Nehemisz przewija przez życiorys ostatnio ,czytam ksiegę myślę i robię taki test.Mówię tak Panie jeśli to jest od Ciebie to niech na tej posłudze albo w czasie modlitwy kogoś w Prayer Roomie  „coś” się pojawi o tym budowaniu  a właściwie konkretnie  słowo do mnie o tym  Nehemiaszu. ..No i pojawiło się, ale nie do mnie bezpośrednio tylko do  mojej sąsiadki z która byłam w pokoju proroczym ...a ja czuję że Bóg puszcza do mnie oko i mówi miało być „coś” no to jest.


Fajny dzień kiedy Bóg daje słowo wszyscy wychodzą z rozjaśnionymi twarzami..Dobrze jak Niebieski tato mówi do swoich dzieci takie słowa.To wchodzi gdzieś głęboko w sam środek serca..To tyle ciagle coś sie dzieje .Dziś już pakuję pierwsze walizki  ale coś jescze Bóg ma jutro tak czuję..Jutro mówi rano Rick Joyner na nabożeństwie...może to to, może nie. On nie ma względu na osoby i pory potrzeba mu tylko oczekiwania więc jeszcze  oczekuję.

.Reszta już w domu. Do zobaczenia Kochani

(To był świetny pomysł Piotrek z tym blogiem)

 

Kasia:

Idzie mi coraz lepiej, ale czasu za bardzo nie ma. Moje wypociny nad klawiaturą ciagle zajmują sporo czasu. Ja przechodzę tu czas płaczu, Bóg dotyka głeboko, ale najważniejsze, że mówi i potwierdza przez innych.


Tydzień temu w czasie nabożeństwa wieczornego, podszedł do mnie młody czlowiek , trochę starszy od Mariusza, i prorokowal, że Pan namaszcza moje ręce do rysowania dla Niego. Pierwszy raz w zyciu widzialam go, to niesamowite doświadczyć takiego słowa wiedzy. Dzis od rana siedziałysmy z Gosią w Pokoju Modlitwy( swoją drogą to ma niezle wymiary jak na pokój), nasze dzieci uczestniczyły w night watch straży nocnej i wróciły nad ranem( Mariusz mówil, że ostatnie pół godziny zasypiał, chodząc ).
Pogrązyłysmy się w uwielbieniu i postanowiłam zastosować prakyczne porady M. Bickle’a i czytać codziennie 10 rozdziałów z NT, tak więc po przerobieniu tematu postu ( niesamowiye na ile sposobów mozemy pościć ), zabralam się za Mateusza. Wyrażnie w połowie mojego „zadania” dotknął mnie jeden weset i to nie pierwszy raz, wyszlam tak niesamowicie nasycona, że nie chcialo mi się iść na ten ni to lunch ni to brunch.
 Najważniejsze stało się jednak potem. W tej niesamowicie namaszczonej atmosferze, gdy spiewała Misty Edwards zanurzona w uwielbieniu,czekaliśmy na swoją kolej , by otrzymac słowo prorocze.Pan wyrażnie mnie przekonal, ze teraz jest czas na 10 rozdz ze ST, no nie Panie, nigdy taka gorliwa nie byłam, ale skoro mi tak dobrze idzie...Zaczęłam Daniela, szłam przez rozdzialy, zakreślałam to i owo l wiecie co jest pod koniec 9 rozdz.Pan spotkał Daniela i nasycił go swoim słowem tak , że mógł się podnieść, odbudował jego sily.Zostałam poproszona do pokoju proroctw i na dzień dobry 2 z 4 prorokujących osób miały słowo z Mateusza, ktore rano tak mnie poruszyło, następne było słowem wiedzy, i nastepne potwierdzające słowo jakie mialam z Daniela.
Czy nasz Pan nie jest łaskawy, czuję ogromną zachętę do mówienia słow proroczych w zgromadzeniu do siebie nawzajem, to jest niezwykle potrzebne, zachęcajace do szukania Boga i podązania za Nim.
IHOP jest niezwyklym miejscem, pełnym skupienia na Jezusie, zdyscyplinowanym, uporządkowanym, nie ma tu żadnych spóżnień, wszyscy szanują swój czas.Warto z takich wzorcow korzystać. Wracam na pewno bogatsza o wiele praktycznych rzeczy dotyczących modlitwy, nie chcę tego zgubic, za to chcę się tym dzielić.
Jestem wdzięczna Bogu, że mogliśmy tu być i że część młodzieży pojechala z nami, kochani to jest następne pokolenie, ktore może oglądać powrót Pana. Nie możemy się doczekać spotkania z wami,niech Was Bóg błogosławi.Szczególne dzięki dla naszych rodzin, że podtrzymywali płomień w naszych domach. Wielkie buziaki, wieziemy wam wszystim niespodzianki do zobaczenia.
 

PIOTR:

Proroctwa były niesamowite. Wszystko co tu usłyszłem, i co było do mnie prorokowane, a troche tego było, sklada się w jedną całość. Coś już przez mgłe widzę, ale wiem, żeby do tego dojść, muszę spędzić wiele godzin na modlitwie. Jeśli chcecie mi w tym pomoc, to biore to!

Wczorajsze proroctwo było podsumowaniem. Ale wizja była bardzo konkretna i nie owijana w bawełnę. Pół nocy spędziłem na modlitwie, rozmawiajac z Bogim na ten temat. Super czas.W nocy zawory niebiańskie są otwarte na rozcież. Pytasz i słyszysz odpowiedź

 

Rick Joyner mówił trochę o Obamie, a wiele o ojcostwie i o miłosci jaką powinniśmy żywić do naszych rodziców ziemskich. To otwieta serce Boże. Zachęcał, aby postawić zdjęcie rodziców w salonie i nie jest istotne, czy żyjśą czy nie. Istotny jest nasz szacunek, który otwiera serce ojaca niebieskiego na nasze serce.

Mówił że przebudzenie na Florydzie zaczęło się od konferencji o sercach ojców.

Mówił też na temat szacunku do ojców wiary. Szczególnie tu w USA.

O Obamie powiedział, że choć nie głosowal na niego to cieszy się z tego wyboru, bo USA jest krajem tolerancyjnym.  Al mówił że słowo Boże, które mówi, że naród podniesie ręke przeciwko narodowi - ma przekonanie, że chodzi nie o wojny pomiędzy krajami, ale wojny domowe pomiędzy narodami (grupami ludzi) mieszkających w tym samym kraju. Mówił, że większość wojen dziś toczonych to wojny domowe. I w tym kontekscie wybór Obamy pokazuje, że Ameryka nie ma z tym problemu. Oczywiście jest drugie dno, ale mówił, że Bóg chce zmienić serce nowego prezydenta.

 

Z rzeczy przyziemnych:

Darek wywiózł nas na drugi koniec USA, do jakiegos sklep. Jakiś on byl uparty w dążeniu do tego celu. Kasia byla bardzo dzielna jako kierowca. Ja oczywiścierobilem za GPS. JEdyny problem, - nie wiedzielismy gdzie jechac bo nie mielismy adresu. Ale dojechalismy.

 

 

 

8 listopada

 

Piotr:

Wczoraj nauczał Mike Bikle, jutro będzie Rick Joyner. My to mamy dobrze. :-)

Mike strasznie szybko mówi. Dobrze, że przygotował notatki, Nauczanie było o poscie i 5-jego rodzajach: jedzenie, pieniądze, wrogowie (miłość do nich), czas, słowa.

Co do Jedzenia.

Post to nie tylko jedzenie lub nie jedzenie, ale stan, w którym odczuwamy słabość ciała. I właśnie o tą słabość chodzi. Bo Bóg chce być naszą mocą.

Post od pieniędzy to, nie dawanie z zasobów, ale dawanie takie, które nas coś kosztuje, wyrzekanie się czegoś.

Czas to oczywiście modlitwa i trwanie przed Bogiem.Czytnie Słowa Bożego (10 rozdziałów dziennie - tak rzeczy M.B.)

Słowa to umiarkowanie w wyrażaniu się i nie mowienie zbyt wiele i

werszcie milość do nieprzyjaciół. Zadał pytanie kto jest naszym nieprzyjacielem? Odpowiedź: brat siedzacy dwie ławki przed tobą w kościele.

Po prostu mamy kochać najbardziej Tych z którymi przed chwilą, kilkoma dniami sie postrzeczaliśmy.

 

W wszystko to było z cyklu Kochaj Pana Boga swego całą swą.....

Post to siła. Całą swoa siłą czyli postem w różnych postaciach.

Oczywiście wiele innych wątków zostało poruszonych ale o tym pewnie podzielimy się na spotkaniach kościoła po powrocie do W-wy.

 

Z kolei nauczania, które specjalnie dla nas są przygotowane:

Najbardziej dotyka mnie Ap 19. Jest to rozdział, w którym pokazana jest reakcja Oblubienicy, czyli nas, koscioła na wydazenia czasów ostatecznych. Na razie, gdy czytamy o czaszach, trąbach , czy plagach czujemy lęk, ale w 19 rozdziale jest napisane, że kosciół to zaakceptował i powiedział na ten osąd: chwała. Zaakceptował to i wychwalał za to Boga. I do póki tego nie zrozumiemy i kosciól nie zaakceptuje w swoim sercu, tego co sie ma wydażyć, to nie rozpoczną się wydarzenia dni ostatnich.

Kosciól musibyć na to mentalnie przygotowany.

Bóg szuka teraz wstawienników i zwiastunów, którzy będą przygotowywać kościól na czasy ostateczne.

 

Więcej po powrocie duzo z tego tematu notuje! 

 

 

Gosia:

 

Jesteśmy już w połowie programu.Czas szybko biegnie wypełniony modlitwą ,wykładami ,walką z komputerem i siecią, wyskokami do centrów handlowych w poszukiwaniu obiecanych prezentów..

Dzięki Ci Panie za technikę możemy sie usłyszeć z bliskimi dla mnie to pierwszy raz w życiu.Dzieki Ci że są tacy co wiedzą jak to uruchomić(dzięki Piotruś i nasze wyedukowane dzieci).

Pierwsze godziny w pokoju modlitwy jeszce pełne rozproszenia, przyglądania się,uczenia jak poruszać się w takiej modlitwie.Niesamowite miejsce...Ogromne obszary wolności  a jednak widac żelazną dyscyplinę i dbałość o najmniesze szczegóły wszystko jest bardzo przemyślane i uregulowane do bólu (to wogóle taki naród) a w tym wszystkim ciągle Duch Św. Jest Panem. Widac ogromne poświęcenie każdego członka tej ogromnej maszyny(trzeba tu być żeby widzieć jak wiele pracy składa sie na podtrzymanie i udzielenie ognia który tu płonie) a wszystko z usmiechem na ustach i łagodnością która może pochodzić tylko od ludzi których Bóg jest przyjacielem,mężem, Ojcem a nie tylko Panem.

„W owym dniu powie o Mnie:Mężu Mój a nie powie Panie mój”Oz. 2.18

Tylko dobrowolna miłość jest w stanie ludzi zmobilizować do takiego położenia swojego życia .A wszystko rodzi się w sercu tego miejsca Pokoju Modlitwy.Wiec próbuję modlitwa w takim miejscu przychodzi sama  a jednak trzeba mi czasu żeby wejść w nią z całym zaangażowaniem, za duży kontrast życia modlitwnego które prowadzę na co dzień (mało czasu) do tego co możemy robić tu. Mamy w programie cztery godziny dziennie..na sale modlitwy .I Bóg działa .Paradygmat(brr.. moje ulubione słowo) Oblubienicy- patrzenie na Boga jako ukochanego kogoś dla kogo moge zrezygnować z siebie.Mogę nie muszę, miłość jedyne co musi to być bezwarunkowa i wolna.To jest jedyna rzecz którą Wszechmocny Bóg (omnipotent z j.ang) pragnie od nas.Nie mozemy nic zrobić żeby zasłużyć na Jego miłość  , żadnych działań ,żadnych ofiar.. Jeśli kochasz to chcesz być tam gdzie On, robić to co On , słuchać ,mówić i robić to o co poprosi..Jeśli coś jest w stanie przeprowadzić nas lub nasze dzieci przez czasy straszniejsze niż druga wojna to tylko to.Jeśli coś ma byc źródłem cierpliwości do dzieci, akceptacji męża ,żony ,brata siostry to tylko to...Tęsknimy  za Wami –błogosławieni Ci co zostali po stokroć.Pan wynagrodzi Wam waszą rezygnację ze swoich pragnień na rzecz swoich rodzin.Bóg zaplanował rodzinę i objawienie się Jego chwały przez rodzinę .A swoją miłość do ludzi jako przymierze małżeńskie...

Przychodzą pierwsze objawienia , Bóg sięga do mojego serca..Fil.1.9-10

„Modlę się zaś o to, aby miłość wasza była coraz wieksza,żeby jej towarzyszyła prawdziwa mądrość i zrozumienie,byście mogli dostrzegać to co lepsze...” Widzieć to co dobre ,patrzeć  tak jako On patrzy Jego pełen miłości wzrok  utkwiony w swoim ukochanym dziecku..Naucz mnie tak patrzeć na innych abym widziała to co dobre...

Rozmowy w nocy, dobry czas na poprawienie relacji-zwłaszcza jak sie dzieli łoże ( ja i Kasia) .Trochę potem się kiwamy na krzesłach i powieki opadają na wykładzie (a nie mogłam kiedyś zrozumieć jak można zasnąć na ciekawym nauczaniu-przysnęłam) .Przepraszam wszystke śpiochy kościelne..Teraz już wiem jak to jest...Trzy dni postu w tej atmosferze to niezbyt trudne choć głowa mnie strasznie bolała w drugim dniu.Ale potem wielka lekkość (może jakiś centymetr w pasie przy okazji ubyło) i myśl że warto próbować. ..Muszę kończyć ,

 


5 listopada

 

Małgosia:


To my czyli wesołe blondynki  w zagranicznej podrózy(dlaczego obie blondynki zaraz zrozumiecie)–nie jestesmy tak komputerowe jak chłopaki ale parę słów czemu nie...W samolocie nie miałyśmy tak ekscytujących sąsiadek jak Darek. Pani z fotela przede mną  na początku obsunęła mnie za dziubanie jej w plecy(w oparciu każdego fotela jest ekran na którym przez dotyk włącza się filmy ) Jako znana gadżeciara zaczęłam się nim bawić-jako i reszta -no i od razu dostałam po głowie po czym Pani rozłożyła na maksa swój fotel i poszła spać a ja nie śmiałam po takiej uwadze powiedzieć jej że średnio moge się ruszać. I tak dolecieliśmy lekko zmęczeni .Immigration officer nas z Basią przepuścił bez żadnych kłopotów ale Kasia troche utknęła jak juz wiecie  Hotel na Brodway st. Okazał sie być  bradziej hostelem (mielismy  pokój z łóżkami piętrowymi) a po naszemu schroniskiem  choć z wejściem pod baldachimem i szklanymi drzwiami. Za to ścielili nam co dzień łóżka –sprzątać nie było co bo podłoga głównie zasłana naszymi walizkami. Cały hostel w dekoracjach Hellowen Trupie czachy, sztuczna pajęczyna i mumia w kącie...Nowy Jork wspaniały mniej zakorkowany niż W-wa o dziwo ale cóż genialne metro (brudne i smierdzące)  niezwykle skutecznie rozwiązuje komunikację.


Pierwsze starcie z automatami do biletów dość dramatyczne- raz bierze pieniądze raz nie, raz mu pasuje karta, raz nie wogóle masakra.Dobrze że nasze dzieci wychowane w epoce komp. rozgryzły to(Brawo Dosia ) i zaczelismy podróżować.


 Metropolitan Museum do którego trochę zgubiłam  w deszczu drogę( potem juz Dorotka ze swoją fotograficzna pamięcią zatwierdzała kierunki) okazało sie być poteżnym gmaszyskiem którego obejście mogło trwać tydzień ale dla mnie jako niedoszłego historyka sztuki(plany z młodości) i Kasi-malarza istna Mekka...Niesamowite.
Po południu uderzylismy do sklepów ceny troche nie na nasze kieszenie ale to w końcu centrum światowej metropolii.
 Z automatem do biletów walczyliśmy codzień a ja jeszce popisałam się wrzuceniem dobrego biletu w ferworze porządków w kieszeni do kosza w metrze.Kiedy sekunde później uświadomiłam sobie co zrobiłam (bilet wart 1 zł) i jak trudno je wyszarpać wrednym automatom  powiedziałam trudno i mimo protestu mojej córy zgorszonej moim zachowaniem, zaczęłam wyciągać bilety ze świetnika...Żaden nie okazał się byc właściwy...Upss  Następne dni zaliczamy kolejne znane z filmów do tej pory miejsca .W ogóle wszystko jak w fimach taxi -żółte, bary śniadaniowe na każdym rogu, ulice ponumerowane , wielkie wieżowce, Chinatown gdzie jedliśmy obiad( w menu świeże bawole oko) i zapach maści tygrysiej(kto pamieta?).Wracamy sponiewierani( to takie  ulubione słowo jednej mojej oleżankI) i padamy i tak trzy dni .I wystarczy szykujemy się do drogi do Kansas Wstajemy o szóstej walizki juz nieco cięższe(jednak coś upolowałyśmy( tu brawa dla chłopców- że wytrzymali  nasze nurkowanie w wieszakach z przecenami).W samolocie czekamy godzinę w Chicago taki przystanek samolotowy.Ludzie wysiedli a potem wsiedli..śmiesznie mieliśmy cały samolot dla siebie.Laptopy na kolanach wreszcie słyszymy nazwę Kansas –troche łapie mnie wzruszenie ale  sąsiad który pyta gdzie jedziemy w odpowiedzi że do IHOP dziwi sie po co lecieć pół świata żeby.. zjeść naleśniki-konsternacja. Okazuje sie żę IHOP to tez International House of Pancakes(chyba dobrze napisałam-czyli po naszemu-NALEŚNIKA)  .

Druga sąsiadka okazuje się za to być  chrześcijnką pracującą w telewizji chrześcijańskiej.  Za mną całą drogę też jakaś siostra w Chrystusie opowiada o meandrach służby donośnym głosem całą drogę i dla podkreślenia znaczenia niektórych słów dziubie mój fotel w plecy...Ale nic juz nie może nam popsuć  humoru Kansas coraz bliżej. Na lotnisku Pani z obsługi ma  w uszach ma kolczyki z kościotrupami...Nie ma śladu autobusu z IHOP na co liczyłam  po cichu (ale się nie umówiłam)....I tu zaczyna sie przygoda dwu blondynek z dziećmi .A więc posłuchajcie...Idziemy do wypożyczalni samochodów , Pani potwierdza rezerwację a  po drodze uświadamiamy sobie że nie mamy adresu IHOP-chyba w naszym przekonaniu  wszyscy powinni byli  znać i wiedzieć a drogowskazy powinny prowadzić z lotniska na miejsce.Pani w wypożyczalni usłużnie znajduje adres w internecie i drukuje nam dojazd- nic to nam nie mówi. Kasia kupuje mapę ale całego stanu .Mapa samego Kansas wielkości dwu dłoni i literki nie do odczytania dużo jakiś numerków nic to ,formalności za nami ...Ruszamy.Tzn. ruszyłybyśmy gdyby nie to że samochód który pani nam wskazała nie chce odpalić .Kręcę, prztykam kluczykiem coś wyje daleko ...(dziwny samochód Dodge, nic nie wiem gdzie co ,ale jako że jeżdżę na codzień automatem –walczę  dalej) Wysiadam ,wsiadam ,trudno trzeba isć po obsługe .Kasia jako dyżurna blondynka i lepiej operująca angielskim(co za ulga) idzie i wraca. Czekamy ...po   
długim czasie podjeżdża młody przystojny pan i spokojnym głosem mówi  
że wszystko  jest OK  tylko to nie ten  samochód.Pani pokazała nam na obrazku czerwony to poszłyśmy do czerwonego choć na kluczu napisane jak byk white...Ale cóż  kobiety rozpoznają samochód po kolorach.Więc odpalamy i uswiadamiam sobie że NIC nie wiem o przepisach ,,liniach ciągłych, znakach itp. A mapa z wydrukowaną przez Panią  droga została w tym czerwonym samochodzie...Ruszamy a  po 10 min jazdy niewiadomo gdzie zatrzymujemy się przy hotelu  gdzie życzliwa Pani znów drukuje nam
dojazd- niewiele to wnosi...Jedziemy jakieś 40 km.Kasia czyta mapę nazwy ulic drobnym maczkiem mnóstwo ulic typu Blue River Road i Blue Ridge Road wszystko sie nam myli włącznie z kierunkiem-( Przemek gdzie jesteś!!! nie pomaga nawet krecenie mapą -jak dobrze gdy ktoś wie gdzie jechać )Gorąco, nie wiem gdzie klima..Widocznie kiepska opcja nie ma klimy dzieci jęczą ...Po ok dwu godzin zwiedzania okolic IHOP i paru sms od naszych coraz bardziej zaniepokojonych braci trafiamy na własciwą ulicę jedziemy nią do końca i potem... w druga stronę wreszcie na horyzoncie czerwony płomień...Co za ulga dojeżdżamy  a tu mówią że własnie przenieśli modlitwę i Prayer Room zamknięty...Nie bardzo rozumiem czy wogólezamkniety i co sie dzieje kręci mi sie w głowie...chopaki cieszą się że jesteśmy wszyscy sie dziwią że tak długo i jak mozna nie trafić i pytają... kiedy możemy pojechać na zakupy.
Zgodnie z niektórymi radami wzięli tylko przysłowiowe gacie na zmianę(sorki chłopaki)...A ja nie mogę patrzeć na samochód.Ale cóż tak to bywa czasem masz racje Jola że samotne damskie podróże to wyzwanie ale jakże ekscytujące no i jest co potem opowiadać..Wszystko się ułoży ło Prayer Room oczywiście jest jak zawsze- był zamknięty tylko na dwie godziny co uswiadomiłam sobie dopiero na drugi dzień i przeniesiony gdzie indziej na wieczór.W nocy docierają dwie pozostałe mieszkanki naszego apartamentu i okazuje sie kanapa na której mają z nami spać nie rozkłada się i wogóle tu nie ma jak ich położyć-ja nieprzytomna- ale grzecznie pytam czy zrobić herbaty .One bliskie płaczu po 20 godzinach podróży-kika przesiadek itd. szukają Maćka zawozi  ich do hotelu to była pomyłka organizacyjna..wracam spać jest dobrze.Wiem że  jestem w domu...
Tyle na dziś sorki za błędy i ilość ale to z kilku dni może cos znów napiszę ale rusza program i czasu bedzie mało.Nastepny odcinek za kilka dni jak będzie troche czasu .Już o poważniejszych rzeczach...
 

 

Piotr:

Juz po wyborach. Od rana modlą się za Obamę,

4 listopada

Kasia:

Cześć wszystkim

stawiam pierwsze kroki na kompie pierwsza próba opisania wam naszych przygód zginęła w eterze.

Do Londynu zalecieliśmy dość szybko i nasze długie kończyny nie ucierpiały co innego do NYC chłopakom pozgniatały się kolana, a swoją drogą to ciekawe jak dużo rzędów udaje się im upchnąć w samolocie. Na lotnisku w Londynie trafilismy na odprawę amerykańską i Maciek został wybrany do przeglądu, bynajmniej nie uzębienia, sprawdzono mu bagaż podręczny i okazało się, że spakował się do tornistra z niezwykle potrzebnym na pokładzie boeinga cyrklem. Celnicy byli tak ubawieni rozkosznym 14-latkiem i jego pokładajacą się ze śmiechu mamą, ze puścili go i oddali 'narzędzie zbrodni".

Potem jeszcze biegli za nim, rycząc ze śmiechu, gdyż zostawił im swój paszport. Przygody na lotnisku w NYC tym razem w moim osobistym wykonaniu:tłumaczyłam emigration officerowi, że nie spałam od 12 lat i dlatego wypełniłam ich formularz, kresląc w nim niemiłosiernie. Wiecie jak na mnie spojrzał blondynka to mało powiedziane, wogóle miał z nami ubaw, Mariusz chciał wsadzić oko do kamerki, pewnie myślał, że to skaner siatkówki (za dużo filmów się naoglądał), to wszystko sprawiło, że nawet nas nie zapytał dokąd i po co jedziemy.Na koniec officer umierał juz przy naszej słodkiej rodzince ze śmiechu i stwierdził, że musi iść do domu. Tak to jest jak ktoś z nami zacznie, nie może zachować powagi, a to takie miejsce, że wszyscy odczuwają stres.

Gosia opisała nasze przygody w NYC na paru stronach, zanim sie pojawią podzielę się kilkoma. Pierwsza to piękny 6 osobowy pokój na Manhatanie na 6 piętrze, był tylko jeden karaluch i żyl krótko. Następnego dnia przenieśli nas niżej, gdzie nieproszeni goscie już nie docierali. Nasz apatrament odznaczał się niezwykłą skromnością, na ok 15m
2 i 3 piętrowe łózka, gdy wstawalismy razem trudno było przejść. Niemniej jednak mieliśmy świetne położenie względem metra, co przy deszczowej i zimnej pogodzie bylo super rozwiazaniem.

Teraz jesteśmy w Kansas, przekonałam sie na własnej skórze czym jest modlitwa w domu modlitwy, jak wyglada to uwielbienie i modlitwa słowem, jest to bardzo zachecajace, tak naprawdę proste i bardzo szybko wchodzi sie w modlitwe i uwielbienie slowem. Dzis sa wybory w USA, wszyscy tutaj trwaja w modlitwie jest niesamowicie dużo ludzi.Prawie na kazdym secie wstawiamy się modlitwą z Ef 1,17-18 o ducha mądrości i objawienia, aby Ameryka wybrała życie a nie smierć.

 

Piotr:

Dużo sie dzieje. Dziś wybory w Ameryce. Czas walki i objawień proroczych. Do tego doszedł post oblubieńczy. rano wychodzimy z pokoju wracamy wueczorem, bo nie ma po co. Zazwyczaj kombinowalismy jakieś żarcie, ale teraz nie ma potrzeby.

Co będzie po wyborach? Gdy wygra MaCain czrzescijanie popadną w eurorię i byc może przestaną się modlić, uważając że sprawy  zostały załatwione. Obama - to aborcja itd, ale zmotywuje to chrzescijan do dalszej walki. Co lepsze? Na razie wie jedynie Bóg

Co u nas? 

Darek wstaje o dziwnych porach i goni do domu modlitwy, nawet nie chce chodzic na wykłady, mówi, ze szkoda czasu.

Maciek pości jedząc tylko chipsy i pijąc soki

Mariusz - walczy jak lew o Amerykę i chłonie calym soba.

A ja - pisze ich historię .

Jest cudownie, pan przychodzi z objawieniem. tu jest otwarte niebo. No może uchylone, bo gdyby było otwarte, to moglo by się skończyć jak z Ananiaszem i Safirą. Święci jeszcze nie jestesmy, ale Bóg ma dla nas łaskę i wiele radości.

Nasz Bóg jest Bogiem radosci, alleluja.

W czwartek imperza po poście, może ktoś wpadnie?

 

2 Listopada

Piotr:

Coraz żadzeij sie wpisujemy, ale i coraz więcej mamy zajęc. I sa one porozrzucane po okolicznych miejscach. Okalicznych tzn. ok 5 mil w kazda stron.

Zakupy w Wol-Marcie chyba udane. Mamy co jesć i własnie wtedy sie okazało, że oprócz obiadów mamy wykupione kolacje. Więc nie potrzebnie kupilismy sobie żarcie. Ale juz tu tak jest. o wszystkim dowiadujemy sie ostatni.
W zupelnosci nam to nie przeszkadza. mamy Blisko prejej roum i to najwazniejsze. Wspólczujemy tm co mosza dojeżdzac z Hotelu. jakiez to ograniczenie.
gabiu (to do L***) jak ty dałas rade.

 

1 Listopada

Piotr:

Alez ten czas tu szybko leci. W preayer room-ie idziemy z darkiem na całośc. tzn. wstajemy i podnosimy rece i wykonujemy rózne gesty. Darek twierdzi, ze osoby które jeszcze niedawni odpowiedały mu: hello, teraz jak go widza odwracaja głowę. Ale cóz ze wzgledu na Jezusa wszystko uznajemy za stratę.

 Przyjechał reszta naszej załogi.Mlodzi M. śpia w naszym apartamencie, dziewczyny razem gdzies dalej. jak przyjechały były wykonczone. Droge z lotniska do IHOP pokonaly w rewelacyjnym czasie 4 godz. (normalnie jedzie sie z godzinę) Co one tam robiły? Moze był trafik na hajleju?

Mariusz ten to lubi pogadać. Wrucilismy z darkiem do domu koło 12 PM, a ten jeszcze nie spał. Tzn. Spał na stole w kuchni z biblia pod głowa. Ale jek zaczął opowiadac to.... jak poszedłam spac o 1 AM, bo przeciez o 6  AM  modlitwa za Polske.

Dzis pierwszy punkt programu dla wszystkich Polaków, czyli 3-godzinny wyjazd do WalMartu , takim zółtym school busem.

 

 

30 października

Maciek:

 No moj pierwszy wpis na bloga ktory czytam z nieukrywana przyjemnoscia. Dzis dzien przylotow. Piersza 10 przyleciala

Jutro start programu. Wszystko idzie zgodnie z planem.

 

Darek:

No ! To dopiero był  dzień.

Prawie doba na wielbieniu Króla Królów.

Spieranie żale, udreki, łzy, pot,krzyki , jeki rozpaczy  beznadzieja,taniec, pograżanie, wyrzuty,radośc, smutek , uwielbienie, szantaż, znowu łzy, proroctwa, osad, wieczerza, złośc, kłótnia, runo, pokuta, rozwalony palec, szaleństwo, głód ,objawienie, łzy, wzrok zaniepokojonych współmodlących, pragnienie,gniew, niewyobrażalne zmęczenie, ból całego ciała, wyciszenie, oddzielenie, skrajne emocje, wizyta króla, zwycięstwo, jes,jes,jes ,

odpowiedz, pokój, niewyobrażalne szczeście, droga do domu i pusta lodówka za sprawą nieoczekiwanych gości.jednym słowem 23 godzinna JAZDA .i wreszcie sen.  Tylko 4 godziny ale dobre i to.Jutro nowy dzień

Wasz Dariusz

Ps. Sprostowanie do Piotra W. Obstrukcje miała siostra przełożona i kilka razy miała ta obstrukcje


 

29 pażdziernika

Piotr

Na Darka wpisy na razie nie liczcie. Wciągneła go modlitwa. Ostatnio siedzial w IHOP bez przerwy 24 godziny. Ponoc nie mógł spać bo chrapalem. Ale nie wierze mu! 

W IHOP-ie naprawde jeste niesamowite namaszczenie. Super miejsce do rozwazania słowa. 

Moje zapiski (short version) z wczorajszego dnia:

 

J 17, 1Ojcze! Nadeszła godzina; uwielbij Syna swego, aby Syn uwielbił Ciebie

 

Pierwsza modlitwa jest modlitwą o pozwolenie na zrobienie  czegoś. Najpierw modlimy się o pozwolenie na budowę. Dalej do Bóg Ojciec daje namaszczenie o dalszej modlitwy o wykonanie  naszej modlitwy.

 

 

Jezus wiedział o tej zasadzie i powiedział. Ojcze już jest czas aby się wypełniło się to do czego posłałeś mnie na ziemie. Pozwól ,że będę się o to modlił. Uwolnij mnie do tego. Daj moc do tego, aby to co zrobię uwielbiło Ciebie.

 

Tak samo jest z nami. Najpierw powinniśmy rozpoznać nasze powołanie. Potem gdy już to zrobimy możemy Bogu powiedzieć - tatusiu, nadeszła już godzina, jestem gotowy, aby wspólnie robić to dzieło. Uwolnij swoją chwałę nad tym dziełem, abym ja uwielbił Ciebie w tym dziele.

 

 

Hab. 3,2

 

Panie Słyszałem od Ciebie wieść, widziałem , Panie twoje dzieło,

W najbliższych latach tchnij w nie życie w najbliższych latach objaw je

W gniewie pomnij na miłosierdzie.

 

  1. Usłyszec od Boga informacje o tym co che zrobic - znaleźć swoje powołanie
  2. Zobaczyc dzielo swoimi duchowymi oczami
  3. Rozpocząc modlitwe o tchniecie zycia w to dzielo - pozwolenie na budowę
  4. Objaw jak ma być to dzielo stworzone.

 

Ponadto duzo sie modlimy. Kilka razy udało się Maciusiowi i Krzysiowi (dolecili wczoraj z Marcinem) wbic sie z modlitwa za Polske. Super.
Przebywamy w domu modlitwy co najmniej kilka godzin dziennie (nie licząc Darka). najpierw kilka godzin modlitwy w języka, potem wstawiennictwo : Polska i Wybory w Ameryc, Potem rozważanie słowa - jak wyzej i na koniec po prostu czytanie słowa Bozego.
Z innych rzeczy:
Jestem bardzo młody!!!! kupujac piwo musiałem Pani udowodnić że jestem pełnoletni okazujac jej prawo jazdy. Niesamowite!
 poznanjemy sie z chłopakami z Wrocławia. jest nas 5: marcin , Krzyś, macius, Darek i Ja oraz mała Agatka. mam super czas dzielimy sie słowem, zartujemy z siebie 
(najczęściej z Króla Maciusia the First). Szukamy sposobu jak do niego dotrzec. Po pierwsza zabrac mu komputer, jak sie nie da to próbowac patrzec mu w oczy.

 SUPER CZAS

 

 

28 października

 

PIOTR

Budzimy sie z darkiem jak na komendę o 5.30. Cóż miejsce do którego przyjechalismy jest juz czynne. Wiec szybka toaleta i przed 6 AM jestesmy w domu modlitwy. Jest to część wstawiennicza. Szukamy Maciusia. Kreci sie gdzies przy scenie. Co on kombinuje. Ok. 7 AM bierze mikrofon i zaczyna sie modlic za Kościuł w Polsce. Muzycy podejmuja temat. Darek biegnie do strefy tańca. 

o 8 idziemy do kafejki, dzielimy się słowem Bożym. ja chłopaka mówię o wersetach z Salomona 9, 1-10. tam jest o tym co rozlewa wino - wydaje mi sie, że to bezpośrednio do mnie. tuz przed wyjazdem butelkowalem wino wisniowe i nastawiłem winogronowe. Woow.

Po godzinnym dzielieniu sie słowem, co chwile przerywanym bo do maciusia podchodzą koleini tubylcy i się ściskaja idziemy na śniadanie do pokoju.

Robimy sobie klasyczna jajecznice na bekonie, tylko z ta róznica, ze po wysmazeniu bekony wszystek tłuszcz wylewamy z patelni. 

jest cudowna.

jeszcze trochę pracy - gazeta jeszcze nie zamknięta na ostatni guzik. trzeba troche popraek wprowadzić. I znów do domu Modlitwy.

kolejne godziny przed Panem. kolejne nowści. komputer się grzeje. pada bateria. Nie szkodzi.

jest 3 PM macius przysyla SMS: Jedziemy na obiad?

Zabiera nas do jakiejś knajpy, gdzie ostatnio była strzelanina. Knajpka "45" typowo amerykańska. Zamawiamy coś czego nie znamy, ale maciek był tu ze 100 razy.

Jedzenie, jak jedzenie, ale wolę polskie knajpy. Za to bardzo dużo.

Idziemy do sklepu na zakupy i wracamy do domu, a potem domu modlitwy.

temat modlitwy : Elections in America. pomóźmy im dobrze wybrać.

 

27 października

 

PIOTR

Pobudka przed 4. Szybka kawka, pakowanie suttle bus i na lotnisko.

Jesteśmy dużo przed czasem. Lecimy amerykańskimi liniami do Kansas. Czeking odbywa się automatycznie. Trzeba włożyć paszport do komputera wpisać miejsce lotu i drukuje bilet. Mamy nadać jeszcze bagaż (ten worek foliowy) Ale jak to zrobić. Na Szczęście jest Maciuś. Okazuje się, że trzeba dopłacić 15 dolarów za każdš walizkę. Jak się potem okaże, w USA, za wszystko trzeba dopłacać. Cóż.

Na szczęście Maciuś ma jakąś kartę kredytową, bo oczywiście nie da się inaczej tu płacić!

Jemy śniadanie na lotnisku, lecimy do Kansas. Wylosowaliśmy z Darkiem miejsca przy samym silniku. Na szczęście samolot leciał szybko i krótko.

Darek uraczył stewardesy Michalkami - polskie delicje. były w niebowziete jakieś 8 tys. metrów nad ziemią.

Wylądowaliśmy.

Idziemy do wypożyczalni samochodów. Mamy umówione auto za 400 dol. na dwa tygodnie – chyba będzie wszystko OK. Było OK., dopóki Pani z wypożyczalni nie stwierdziła, że musi nam dołożyć specjalny podatek z jakiegoś tam tytułu (Bo jesteśmy Polakami?). Nowa cena ponad 1000 dol. Rezygnujemy z auta.

Na szczęście Maciej poprosił jakiegoś znajomego i przyjechał po nas na lotnisko. Jedziemy do IHOP. Ale super apartament! Jedziemy do sklepu kupujemy żarcie i Maciuś w innej wypożyczalni bierze auto za rozsądna cenę. Idziemy na chwilę na sale modlitwy. Jak weszliśmy nie mogliśmy wyjść. Po 4 godzinach, próbuję się zebrać, ale przychodzi Maciuś i mówi, że mamy  umówioną  wizytę w pokoju proroczym. Jest 8.00 PM. Wstaliśmy przed 4AM. Oczy mi się same zamykają. A tu jeszcze mamy iść do pokoju proroczego! Co oni moga wyprorokować do osoby, która ledwo żyje. No i się zaczyna: jestem w grupce z Darkiem i jeszcze jakąś Jessikę. Najpierw mówiš, że nie sa na urzedzie proroka, tylko sa jego przyjaciółmi.  Prorokują do każdego po kolei. W pewnym momencie dziewczyna z zespołu bierze mój i Darka magnetofon – to wszystko nagrywają – i mówi mam słowo dla was obu. To same!!!. Więcej o samym proroctwie póżniej.

Musimy dobrze przesłuchać kasety

Idziemy do apartamentu. Jest póżno, ale jeszcze musimy pogadać. I coś z jeść. Darek się dziwi, że ludzie narzekaja na amerykańskie potrawy. Póki co są OK. Udało nam sie ugotowac ryż, zrobic jakies kurczki w piekarniku, co prawda nie położyliśmy na blachę tłuszczu więc się zaczeły przypalać, ale szybko Darek się zorientował i wrzucilismy jakies masło. Darek, zdanie zmienił jak spróbował napić się mleka. Taki sam smak ma chyba podkład do malowania Ceresit C-17. Butelka też podobna!

Kładziemy się o 11 PM. Jutro następny dzień. Maciuś mówi, abyśmy o 6 AM byli na modlitwie. Uffff czy dam radę. Dałem, ale warto było.  Ale o reszcie jutro

 

DAREK

 

Pobudka.Taksówkarz.Odprawa.Lot . Sympatyczne stewardesy. Lotnisko.

 

Kiedy Pani z wynajmu samochodów dowiaduje się żeśmy rodem z Polski podwyzsza cene zdezelowanego Nissana z 400 wczesniej ustalolonych dolarów na 1000.

Rezygnujemy.

Nie będzie Amerykanin …..nam w twarz.

Przyjezdza przyjaciel Maciusia i zawozi nas do Ihopu.wreszcie w domu.

Sorry  Piotrus mnie wyciagga na modlitwe .Jutro kolejne przygody dwóch Polaków w Ameryce.

 

 

26 października

 

PIOTR

 

Przyjeżdżamy na lotnisko. Pierwszy jest Maciuś, potem dojeżdżam ja i gdy podchodzę do chekingu wpada Darek. Jesteśmy razem, ale nie możemy razem siedzieć. Nie ma 3 wolnych miejsc obok siebie. Rozlatuje się moja torba z książkami. Trzeba zapakować ją w jakiś worek foliowy. W USA będę wyglądał jak ubogi krewny. Czekamy na samolot.

Odlot 16.30, ale jest 16.20 a jeszcze nie wpuszczają do środka, chyba będzie opóźnienie.

O 16.15 dzwoni Gosia Laskowska, ze słowem, że aniołowie będą cię (czyli mnie) nieść na twoich drogach, gdziekolwiek pójdziesz. – tak to mi pomogło!!! Dzięki Gosiu!

Patrzę przez okno lotniska, widzę na górce po drogiej stronie pasa startowego moich chłopaków – Kuba i Marek. Super że tam byliście, aż do momentu startu.

Siedzimy w samolocie. Wyprowadzają jakiegoś gościa, był za bardzo pijany. Teraz samolot czeka, aż znajdą jego bagaż.

Wszystko trwa, na dworze już ciemno, nie widzę już chłopaków na górce, choć siedzę przy oknie po dobrej stronie.Wystartowaliśmy. Wszystko w porządku. Maciuś siedzi obok mnie, udało się zamienić miejsca, Darek trochę dalej. Idę zobaczyć co u Darka. Upss. Siedzi koło zakonnicy!!! Ciekawe jak będzie spał? 

Wylądowaliśmy w Chicago. Bez żadnych problemów. Jedziemy do Hotelu. Musimy spać w Chicago, bo do Kansas lot mamy jutro rano. Maciek zarezerwował jakiś hotel! 2 km od lotniska. Jak się okazało od lotniska ale nie od tego. Szukamy innego hotelu. Dobrze, że jest ktoś, kto perfekcyjnie mówi po angielsku. Tych panów o z TAXI nie da się zrozumieć.

Mamy hotel, a w nim dwa duże łóżka. Ktoś musi spać razem. Decydujemy się z Darkiem na wspólną noc. Na szczęście o 4 rano musimy wyjeżdżać, więc to tylko 5 godzin. Damy radę.

 

DAREK

Do godz.14. miałem ważne zawodowe szkolenie  wiec na terminal wpadłem w ostatniej chwili.
Maciek i Piotruś już są. Kiedy zobaczyłem bagaż Piotrusia (rozwalona torba owinieta w worek foliowy i sklejona szarą taśmą) zrozumiałem dlaczego Amerykanie nie chcą nam znieść wiz.
Chłopaki w dobrych humorach. Rodzina Szymańskich w komplecie. Wszyscy dostajemy osobne miejsca, ale dziękujemy Bogu, że chociaż w tym samym samolocie.
Pani z odprawy na sugestie Maciusia, że mam dobre miejsce ostrzega dyplomatycznie, że TO NIE JEST DOBRE MIEJSCE I ZE JEST JEJ PRZYKRO!!!
Nie wiem o co chodzi podejrzewam najgorsze, ale udaje ze jestem spokojny i szczęśliwy
W ostatniej chwili przypominam sobie, że nie mam żadnych dolarów na jedzenie .Pedzę razem z rodziną Szymańskich (dzięki Gosiu mój aniele) na pierwszy poziom lotniska i u zaprzyjażnionej Pani z kantoru udaje mi się kupić pare dolarów. Wchodzimy na pokład .
Pani wiedziała co mówi Moje miejsce wypada w ostatnim środkowym rzędzie w środku pomiędzy dwoma bardzo miłym starszymi Paniami .Ta Pani z lewej wyglada jakoś dziwnie i dziwnie na mnie patrzy.   jest zakonnicą .
Jestem ubrany w czarny płaszcz , czarne spodnie buty i ciemna fioletowa kuszule .Włosy wiadomo rozczochrane albowiem się spieszyłem .Pani zakonnica patrzy na mnie jakby zobaczyła diabła we własnej osobie. Kiedy dałem jej do zrozumienia, że będziemy sasiadami zbladla i znieruchmioła na chwilę jakby chciała mi powiedzieć, że lot powinienem odbyć  w luku bagazowym. Zakonnica w barwach firmowych kk, wiec nie wiem skad te pretensje do losu. Oparcie mojego fotela przylega scisle do sciany toalety .Nie ma możliwości odchylenia go do tyłu w przypadku checi uciecia krótkiej drzemki.
Dla dobrej perystaltyki jelit oraz kurażu racze się łyczkiem napoju wysokooktanowego. Doslownie naparstek. Miła starsza Pani po prawej informuje mnie, że nie lubi alkoholików i że jednego przed chwilą wyprowadzili. Wpadam w potworne poczucie winy(lata praktyki) i obiecuję sobie nie wziąć już nigdy kropelki alkoholu do ust. Zasypiam z radością, Po pewnym czasie przełamuje pierwsze lody i zagajam do zakonnica .Jest amerykańska przelożona zakonu Zmartwychstanek. Wciskam się w fotel. Zaczynam nawijkę o Ihopie, czasach ostatecznych i nawróceniu grzeszników. Zakonnica wychodzi do toalety Pani po prawej zrobiło się nie dobrze. Wystarczy tej ewangelizacji .Znowu zasypiam.
Lądujemy.
Zakonnica bije brawo. Jest przeszczęsliwa .Dorzuciłem jeszcze pare słow o Biciu na Alarm.Bo czas jest krótki. Zakonnica mówi 2000 lat temu tez tak mówili.Trudo się z nia nie zgodzić.Była asystentka naszego papieża. Mówie że swiat się kończy i trzeba się przygotowywać .Odpowiada że zawsze trzeba bycgotowy. Poddaje się.God bless you i takie tam.Wysiadamy.Szybka odprawa. Pogawedka o niczym z amerykańskimi , slangujacymi gangsta  taksówkarzami.Noc w hotelu z Piotrkiem i Mackiem z naciskiem na Piotrusia.(łoże małżeńskie dla pigmejów).
Zasypiam.

 

 

 

Liczba komentarzy (4) - Dodaj swój komentarz do tego artykułu...

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Logowanie






Hasło?
Konto? Zarejestruj się!
Pan z Tobą dzielny wojowniku

Cytat dnia

Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy wypełniacie jego prawo! Szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, może się ukryjecie w dniu gniewu Pana.  (So 2,3)

 

Forum Info

Nasi użytkownicy napisali: 10 wiadomości.
Mamy 47 zarejestrowanych użytkowników na stronie.
Aktualnie odwiedza nas 20 użytkowników online: 20 gości i 0 zarejestrowanych użytkowników
Zarejestrowani użytkownicy online: brak

O nas

Tworzymy chrześcijańską wspólnotę o nazwie "Namiot Dawida". Naszym celem jest przygotowanie, poprzez modlitwę, Warszawy na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa.

Mt 11: 28 Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.

Mt 24:30 -  I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą.)

Spotykamy się w każdą niedzielę o godz. 10.30 w sali konferencyjnej "Namiot Dawida" w biurowcu przy ul. Bacha 2 (róg ul. Wałbrzskiej) IV piętro.

Organizujemy też w soboty otwarte modlitwy za Polskę i Warszawę. Informacji o modlitwach proszę szukać na naszych stronach internetowych.

Zapraszamy!

 
Namiot Dawida na Facebook
 
Spotkania odbywają się w sali przy ul. Bacha 2 lok 16 (4 piętro).
Wyświetl większą mapę